wtorek, 16 grudnia 2014

Od Yoan'a cd. Ayry

Faktycznie, było tu całkiem... ładnie, ale mi takie rzeczy jakos nigdy zbytnio nie imponowały. Zdecydowanie bardziej zainteresował mnie zapach, a którym nie przepadam.
Popchnąłem waderę w krzaki i sam się w nich schowałem.
- Co ty... - nie dokończyła, w miejscu w którym przed chwilą staliśmy pojawił się człowiek. Ten sam, który gonił mnie gdy trafiłem na tereny watahy. NIe zapomnę tej paskudnej gęby, to na pewno on. - zwiwamy! - rzuciła Ayra jednak ja zatrzymałem.
- Co ty... wolę się zabawic - zaśmiałem się pod nosem i wyskoczyłem z zarośli na wprost człowieka. Przestraszył się i odruchowo zrobił krok do tyłu. Sięgnął po broń, jednak nie miał jej przy sobie... psów nie wyczuwałem. Zawarczałem i zacząłem zbliżac się do niego.
- Zajdź go. - powiedziałem do wilczycy, a ta zadziwiająco szybko wykonała rozkaz. Stanęła za nim, a ja jeszcze bardziej się zbliżyłem.
Skok i wrzask. Minęło zaledwie kilka sekunt i człowiek leżał ledwo zywy na ziemii. Wykrwawiał się.
- A nie mówiłem ci co będzie kiedy spotkam cię bez broni? - zwróciłem się do niego... szkoda, że ludzie nas nie rozumieją. Wiedziałby wtedy, że juz się spotkaliśmy. Oni nie widzą różnicy między wilkami, dla nich każdy z nas jest identyczny. Ślepi idioci. Znów się uśmiechnąłem na widok mężczyzny. Rzygnał krwią na moją łapę i cos wymamrotał, nie dosłyszałem lecz się tym nie przejąłem.
- Idziemy? - spytałem Ayry.
- Zostawisz go tak na wpół zywago? - zdziwiła się.
- Tak, czemu by nie?
<Ayra? Musiałam dodac jakąś akcję...>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz